Jest! Lubię jesień i tak jak w zeszłym roku, zaczęłam już za nią tęsknic. Zaczynam ją czuć w powietrzu... czekam, aż zaczną się złocic liście, aż w płuca będzie można nabrać pachnącego właśnie liśćmi i deszczem powietrza :) Co prawda, trudniej już się zebrać na spacer, trudniej na spacerze nakarmić malucha, ale to nic - przecież damy radę! Lubię ten klimat kiedy dzieci wracają do szkół, na antenę wracają ulubione seriale, w Ikei można zakupić lubiane, pachnące świeczki, zmienić domowy wystrój i cieszyć się ciepłem. Koniec krzykliwego lata, duchoty, skwaru, potu i oślepiającego słońca. No i robale powoli się kończą ;) nie marudzę na każdą pogodę, ale nie przepadam za ekstremalnymi wartościami w tym zakresie. Stanowczo preferuję pory umiarkowane - wiosenkę i złotą jesień :)
I za chwilę nasze maleństwo skończy 4 miesiące, nie wierzę... szpitalne wspomnienia jeszcze świeże, strach i oczekiwanie też, a tu rośnie taki kawaler. I każdego dnia coraz bardziej skrada nasze serducha.
Nauczył się piszczeć i krzyczeć i teraz nieustannie w domu harmider i rozgardiasz straszny. Nawet na spacerze z wózka piszczy zaczepialsko robiąc przy tym boskie minki :) lubi się tulić, wariowac, bawić, co się da ładuje do buziaka, a ostatnio nawet się przekulał z brzuszka na plecy i odwrotnie, normalnie WOW! Bywają momenty kiedy zapragnę ciszy, a jak! ale z drugiej strony, jak jesteśmy gdzieś w drodze, albo śpi za długo, to doczekać się nie mogę żeby go znowu wytarmosic i ujrzeć ten jego cudny, bezzębny uśmiech...
Teraz moje dni wyglądają zupełnie inaczej, noce zresztą (niestety ;p) też... często zasypiam jeszcze przed 23. A jeśli o dni chodzi, to zastanawiam się - co my wcześniej z czasem robiliśmy :) fajnie byłoby pobyczyc się na L4, echhhh - mądry Polak po szkodzie ;)
Nie mogę się też doczekać rozszerzania diety, póki co mały karmiony jest tylko piersią, ale już bym chciała mu gotować, smakować, mrozić, karmić itp. Na razie jednak pozostaniemy przy piersi, niech korzysta maluch póki mleko jest, ładnie rośnie (waży już ponad 7 kg!), a same karmienia po prostu uwielbiam. Nie wiem jak kobiety mające pokarm i chętnego do ssania niemowlaka, dobrowolnie z tego rezygnują... oczywiście nie zamierzam go karmić aż do przedszkola, ale póki co nie zamierzam odpuszczać. Ten czas jest taki nasz... napawam się wtedy jego zapachem, dotykiem, zaufaniem. Zapisuję w pamięci obraz jego tłuściutkich dłoni trzymających mnie za palec, bluzkę czy biustonosz. Wspaniałe chwile :) a tymczasem mykam spać, bo przecież rano mi Brzdąc wyspać się nie da :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz