Nie wiem czy to wiosna czy co... zauważyłam, że dużo osób pisze/mówi o zmęczeniu. Mam wrażenie, że większosc poczuła wiosnę, obudziła się do życia, ruszyła i... spalliła się lub po prostu przeliczyła. I ja mam podobnie. Nie wiem czy to zmęczenie czy co... w sumie całkiem uzasadnione by było bo w pracy istne wariatkowo, po pracy zresztą też, no i mamy rezultat ;)
Ale co tam, przecież damy radę :))
Z dobrych wieści... bylliśmy dziś u taty, dostał gorset, dzięki któremu będzie mógł się trochę poruszac (bo leczenie ma trwac kilka miesięcy i odbywac się w pozycji leżącej). Dzwonił od rana, jakby nowo narodzony, chyba nowa wiara w niego weszła no i przy okazji lepsze samopoczucie. Cieszę się, że jest trochę lepiej. Raz lepiej, raz gorzej. Chciałabym żebyśmy mieli juz to wszystko za sobą...
a tymczasem - spełniając obowiązek krótkości posta :p - zbieram swój zmęczony materiał i mykam lulac :) dobranoc

Trzymam kciuki za tatę!
OdpowiedzUsuńA zmęczenie materiału minie nam wraz z poprawą pogody. ;-)
Dzięki Jula :)
OdpowiedzUsuń