sobota, 5 stycznia 2013

"W życiu piękne są tylko chwile...."


Lipiec. 3 lata temu. Wracałam z wakacyjnych wojaży, byłam wolna jak ptak, nikt nie czekał, nikomu nie musiałam się z niczego tłumaczyć, zero zobowiązań. Na trochę – rewelacja!!! Nawet psiura jeszcze nie było więc żyć nie umierać J umówiliśmy się z Bumerangiem w Słupsku. On dojeżdżał z domu, ja jechałam ze Szczecina, mieliśmy razem ruszyć do Ustki na jeden dzień. W pociągu gęba mi się cieszyła na samą myśl o tym, że za kilka godzin przytulę się do niego i będę mogła tak trwać aż do jutra. Smsowaliśmy całą drogę, on również nie mógł się doczekać. Ale nie tylko o to chodziło. Mieliśmy sobie coś ważnego wyjaśnić. Bo u nas było od początku dziwnie. Już kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy wyjaśniliśmy sobie, że nikogo nie szukamy, a ze względu na jego rodzinę – że nie ma mowy o żadnych zmianach, rozwodach itp. Ja na to z ulgą przystałam, bo po niedawno zakończonym 8-letnim związku, nie miałam zbyt wielkiej ochoty na nowe miłostki. Zatem możemy się spotykać, jak to się rozwinie – zobaczymy ale o byciu razem nie ma mowy. No i dupa. Szybko pojawił się seks i równie szybko doszliśmy do wniosku, że jest idealny i… że nam nie wystarcza. Polubiliśmy być ze sobą, szwendac się tu i tam, rozmawiać, słuchać muzyki, a im dłużej się znaliśmy, tym więcej znajdowaliśmy wspólnych tematów. Wypady na grzyby, włóczęgi po Mazurach, plan wypadu w góry… odbieramy świat niemal identycznie więc to musiało się zemścić. Ale nie o tym miałam…
Wiec podróż upływała mi pod znakiem smsów i rozmów telefonicznych… radosnego oczekiwania, uwielbiam takie uczucie – jadę z bananem na gębie, zerkam co rusz na telefon, a serducho wali jak oszalałe… okazało się, że będzie mógł wyruszyć trochę później niż planowaliśmy, więc dotarłabym do miejsca naszego spotkania wcześniej. A że nie lubię, okropnie nie lubię czekać, napisałam że w takim razie pojadę sama do Ustki i znajdę nam jakiś milutki nocleg ;) no i pojechałam :) wielki plecak, masakrycznie ciężki bo miałam w nim cały niezbędnik, łącznie z laptopem, wbijał mi się w ramiona coraz mocniej, pogoda upalna, ale dzielnie szukałam jakiegoś ciekawego lokum. Nie było z tym żadnego problemu, bo ludzie zapraszają tam, podobnie jak w Zakopcu, z ulicy, ale niechętnie chcieli przyjąć na jedną tylko noc, zwłaszcza, że był środek sezonu. W końcu udało się :) fakt, że zdarli jak za dobry hotel ale jak obejrzałam nasz pokoik, łazienkę… mmmmm… rewelka! W sam raz na upojną noc dwojga stęsknionych, mega zakochanych miłością zabronioną, ludzi.
Zdążyłam wziąć prysznic, przejść się na plażę i on już dojeżdżał. Jeju, nawet teraz, pisząc to, czuję jego zapach i zapach tamtego upalnego dnia. Niebawem spotkaliśmy się na jakimś w miarę typowym skwerku by się w ogóle odnaleźć, po drodze zakupiliśmy jeszcze czerwone wino i sruuuu do pokoju. Spodobał mu się.  Rozejrzał się po wnętrzu, wtulił się we mnie mocno i już leżeliśmy spleceni na łóżku. I wtedy musieliśmy oboje przyznać, że to nas przerosło. Że mimo wcześniejszych zapewnień uczucie wybuchło pełną siłą, że pokochaliśmy się, że oboje bardzo chcielibyśmy być razem. Doskonale wiedzieliśmy, że to nie takie proste, że on nie może zostawić rodziny, a ja – że nie chcę brać odpowiedzialności za cos takiego. Współczułam jej bardzo i nam zresztą też. Ale uczucie było silniejsze. Wyjaśniliśmy sobie to wszystko, on ze łzami w oczach powiedział, że jadąc bał się, że chcę odejść, albo że zrobię to kiedy mi powie o swoich uczuciach… nie zrobiłam tego, choć może powinnam – teraz byłoby znacznie łatwiej.
Otworzyliśmy wino, nie wiem nawet czy były kieliszki… piliśmy „z dziuba” bo tak chciałam. Chciałam pic z nim wino, jednocześnie delektując się zapachem, ściągać ubrania, błądzić drżącymi rękoma po jego ciele … w końcu poczułam go… mocno, mocniej… mimo, że to nie był pierwszy raz, to było zupełnie inne niż dotychczas. Każdy dotyk, każde spojrzenie, ociekały szczęściem, były pełne miłości i czułości. Prawie się rozpłakałam ze wzruszenia. Tuliłam się mocno do niego, rozkoszowałam bliskością, zapachem skóry, poczuciem że on dziś nigdzie się nie spieszy… kilka razy padliśmy niemal bez tchu, zmęczeni, szczęśliwi, później wzięliśmy szybki prysznic i poszliśmy na romantyczny, nocny spacer. Siedzieliśmy nad morzem w jakimś bardzo urokliwym miejscu, tuląc się i patrząc w dal. Każde zatopione we własnych myślach, a może po prostu kontemplowaliśmy w świetle księżyca wcześniejsze wyznania? W drodze powrotnej zjedliśmy jeszcze coś, kupiliśmy wodę i pędem do naszego ówczesnego „mieszkanka”. Kochaliśmy się dalej, niesamowicie zachłannie i długo, aż w końcu (chyba nad ranem) zasnęliśmy. A że rano też trzeba było się zbierać, o 6 pobudka, prysznic i znów nad morze, pożegnać te cudowne, wspólnie spędzone chwile… pora była wczesna, oprócz nas tylko jedna osoba była na plaży – jakaś dziewczyna fotografowała ptaki :) zerknęła na nas jak na świrów, jak szliśmy za ręce, niewyspani ale z takim blaskiem w oczach, że słońce mogliśmy zawstydzić J to był piękny wyjazd, choć krótki to bardzo znaczący w naszej znajomości. Do dziś na samo brzmienie słowa „Ustka” otwiera się w mojej głowie szuflada pełna ciepła, wspomnień, optymizmu… Tęsknię za nim okropnie. Nigdy nikogo nie kochałam tak mocno. I wierzę, że jeśli nie teraz, to i tak się kiedyś spotkamy…


8 komentarzy:


  1. Piękna historia, tylko jak zwykle bywa żonaty facet, jak dla mnie ktoś kto zdradza swoją żonę jest obrzydliwy. Jeżeli Cię naprawdę kocha to wg mnie pierwsze powinien uregulować swoje sprawy, a tak to obie cierpicie.
    Chciałabyś być na jej miejscu? co byś zrobiła jak by Twój facet, ojciec Twoich dzieci posuwał inną pannę?
    Sorry za szczerośc.
    Fajny blog, przeczytałam całośc, Mam nadzieję że mogę zostać na dłużej. Monika

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj :) pewnie, że możesz zostac, ba! bardzo mi milo z tego powodu :) zdrada obrzydliwa? Zgadzam się w 100%. Widzisz, jednak czasem bywa tak, że ludzie pobierają się nie do konca wiedząc czy to miłośc. Oni oboje odnaleźli w tym związku jakis spokój, stabilizację i myśleli, że to jest to. Żony bardzo mi było szkoda, tym bardziej że jako babka po prostu często stawiałam sie na jej miejscu...Tak było 3 lata temu, wtedy, chwilę wcześniej zastrzegał że nie może zostawic rodziny dla własnego kaprysu. I nigdy o niej złego słowa nie powiedział, to nie była historia kiedy "biedny" facet żali się na niedobrą żonę, która go nie rozumie, nie docenia itp. Wydaje mi się, że po prostu takie rozsądkowe małżenstwo, oparte na szacunku i chęci posiadania dzieci, może nie do końca przemyślane. Teraz są w trakcie sprzedaży mieszkania, ustalili wszystkie szczególy dot. opieki nad dziecmi oraz podziału wszystkich wspólności. Tylko, że ja nie wierząc, że tak się stanie, a nie chcąc go prosic o odejscie od żony (tę decyzję zostawiłam jemu), zaczełam sobie układac zycie od nowa...chciałam miec normalną rodzinę, kochającego faceta, spokój, ciepło itp. I kiedy zaczełam tak życ, wrócił Bumerang. Nie wiem jak to się skonczy bo to, co on wywołuje w moim sercu to jakiś istny armagedon...
    Ta historia nie jest czarno-biała, życie rózne pisze scenariusze i gdyby mi ktoś powiedział, że kiedys będę w czymś takim tkwiła po uszy, chyba bym go wyśmiała... teraz muszę tą całą sytuację dzwignąc i podjąc decyzję co dalej...
    zapraszam do dalszych odwiedzin, komentuj szczerze - nie ma problemu :) dopóki nie trafi się jakiś troll, który po prostu chce nawrzucac jest ok ;) pozdrówki!

    OdpowiedzUsuń
  3. fajnie to opisałaś Aga, aż momentami to "widziałam" i "czułam", ja sie nie wypowiadam co sądzę na temat całej sprawy bo już w mailach się wymądrzałam ;-) poza tym wiem nieco więcej niż w tym wpisie... ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Oluś :) noo, wiesz dużo więcej i inny masz ogląd całości ;) ale jak to się zakończy cholera, to nawet ja sama nie wiem ;)pewnie jeszcze zwrócę się do Ciebie prv jak mnie rozterki dopadną, bądź sprawa znów nabierze zwariowanego rozpędu więc będziesz miała same świeżynki ;)
      Pomyślałam, że skoro te wspominki są nadal tak żywe i wyraziste, to jak mnie najdzie czasem to będę je tu zamieszczać :)

      Usuń
    2. I dzięki za noworocznego kopniaka, nawet nie wiesz jak bardzo mi teraz tego trzeba :) sylwestrowy nastrój był kompletnie do bani, apogeum...

      Usuń
    3. spoko, wirtualne kopniaki mogę rozdawać czesto i gęsto... jakbyś chciała "pogadać" to pisz na maila lub fb :-)
      trzymaj się !

      Usuń
  4. Przepraszam, że tak Ci wczoraj napisałam, nie chciałabym być na Twoim miejscu, nie masz lekko.
    Życzę Ci abyś podjęła decyzję dobrą dla Ciebie i była niej pewna, a przedwe wszystkim abyś była szczęśliwa.Pozdrawiam Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ta decyzja jest cholernie trudna ale mam nadzieję, że podejmę własciwą. Póki co, trzymaj kciuki :) pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń