Cholera jasna, no tęsknię za tym dupkiem… ostatnio nie mamy
kontaktu, a mi tak bardzo brakuje jego błyszczących oczu i dobrego serca. Wysłałam
mu przed chwilą maila, zobaczymy czy
odpisze i co odpisze J
niesamowite to jest, jak bardzo można kogoś pokochać, na przekór rozsądkowi,
całemu światu i samemu sobie. Uwielbiam wizualizować sobie naszą codzienność, wyobrażać
jak spędzamy wolny czas, jak budzimy razem, kochamy, kłócimy, godzimy, gotujemy
itp.
Z cyklu „w życiu piękne są tylko chwile”:
Znów lato. Potężna burza, pioruny trzaskają raz za razem, hektolitry
ciepłego deszczu zalewają ulice. Kocham taką pogodę więc mnie nosiło, w domu wysiedzieć
nie mogłam. Piszę sms „jedziemy nad morze? teraz.” Odpowiedź „jedziemy”.
Wsiadam do auta, ruszam. Po drodze, w bramie jacyś ludzie chowają się przed
deszczem. On nie może dojechać, ulice są zalane, nieprzejezdne. Dzwoni. Mówię –
jedź inną drogą, zaraz skończy się burza i dupa z kąpieli. Spotkaliśmy się w
pół drogi, zostawiłam swoje auto bo uparł się, że pojedziemy jego. Jak
stwierdził „przyzwyczajaj się małaJ”.
Po drodze cieszyliśmy się ze spotkania, przekomarzaliśmy, tuliliśmy. Dotarliśmy
nad morze, CUUUDNIEEE!!!! Zrzuciliśmy ubrania jeszcze po drodze i migiem do
wody. Nad nami pojawiły się dwie piękne tęcze. Taplaliśmy się w wodzie, pływaliśmy,
nagle wziął mnie na ręce i zaczął całować, obejmowałam udami jego biodra i
czułam się najszczęśliwszą osobą na świecie. W końcu stwierdził, że już wychodzi
– kąpiel w morzu raz w tygodniu bez względu na porę roku mu wystarcza J Wyszłam na chwilę z
nim, posiedzieliśmy na piasku, popatrzyliśmy na morze ale ja chciałam jeszcze skorzystać
z tej boskiej aury więc poszłam dalej się popływaćJ uwielbiam bezludne plaże
podczas burzy J patrzył
na mnie z dala, patrzył tak jak powinien patrzeć facet na ukochaną kobietę…
nigdy tego nie zapomnę. Wówczas cały świat mógłby się skończyć, a my nadal
byśmy tam trwali. Kiedy wychodziłam, podążałam do niego niespiesznym krokiem, trochę
specjalnie by móc połechtać swoją próżność widząc jego zachłanne spojrzenie ;)
podszedł, objął mnie mocno i ze śmiesznym chochlikiem w oczach wyszeptał – kochana, biodra masz idealne by zajśc w ciążę….
Usiedliśmy z boku plaży, na skałkach, z których jest zejście do wody, trochę się podsuszyłam, wytarłam i już bez stroju, owinięta tylko w ręcznik, poszłam pobrodzic jeszcze w wodzie. Byliśmy stosunkowo blisko, na tyle by móc rozmawiać. Wróciłam, posiedzieliśmy jeszcze chwilę, a żeby za romantycznie nie było to oczywiście jakaś mała scysja wyszła, nie pamiętam dokładnie o co chodziło ale wyszło od tego, że – phi, pewnie, że potrafię żyć bez Ciebie… tak? No to pokaż! Oboje wiemy, że nie potrafimy, ile prób było by to skończyć jeszcze zanim podjął decyzję od rozwodzie. Naprawdę, broniliśmy się przed tym oboje, każde na swój sposób, wiele razy próbowaliśmy sobie siebie obrzydzić, bo może nienawidząc byłoby łatwiej. Ale gdzie tam! Dwa zakochane klauny, bez kitu! Po 2 tygodniach, miesiącu i tak któreś się odezwie by stwierdzić – spotkajmy się proszę, zdycham bez Ciebie...
Deszcz przestał padać, on zrobił mi kilka fotek, ubraliśmy się i wróciliśmy do samochodu. Woda kapała z mokrych włosów, zrobiło mi się zimno ale mokre ubrania pachniały po prostu nieziemsko J żegnaliśmy się przy samochodach jeszcze kilkanaście minut. To spotkanie to była taki mega spontan, od razu zastrzegłam, że nie chcę znów poruszać ważnych tematów. Było ich ciągle mnóstwo, niekończących się, a chciałam poczuć się przez chwilę tak zwyczajnie szczęśliwa, cieszyc się jego bliskością i nie myślec o tym, co trudne. Wsiadłam do samochodu, włączyłam muzykę na full i z uśmiechniętą od ucha do ucha gębą, rozanielona wróciłam do domu.
Usiedliśmy z boku plaży, na skałkach, z których jest zejście do wody, trochę się podsuszyłam, wytarłam i już bez stroju, owinięta tylko w ręcznik, poszłam pobrodzic jeszcze w wodzie. Byliśmy stosunkowo blisko, na tyle by móc rozmawiać. Wróciłam, posiedzieliśmy jeszcze chwilę, a żeby za romantycznie nie było to oczywiście jakaś mała scysja wyszła, nie pamiętam dokładnie o co chodziło ale wyszło od tego, że – phi, pewnie, że potrafię żyć bez Ciebie… tak? No to pokaż! Oboje wiemy, że nie potrafimy, ile prób było by to skończyć jeszcze zanim podjął decyzję od rozwodzie. Naprawdę, broniliśmy się przed tym oboje, każde na swój sposób, wiele razy próbowaliśmy sobie siebie obrzydzić, bo może nienawidząc byłoby łatwiej. Ale gdzie tam! Dwa zakochane klauny, bez kitu! Po 2 tygodniach, miesiącu i tak któreś się odezwie by stwierdzić – spotkajmy się proszę, zdycham bez Ciebie...
Deszcz przestał padać, on zrobił mi kilka fotek, ubraliśmy się i wróciliśmy do samochodu. Woda kapała z mokrych włosów, zrobiło mi się zimno ale mokre ubrania pachniały po prostu nieziemsko J żegnaliśmy się przy samochodach jeszcze kilkanaście minut. To spotkanie to była taki mega spontan, od razu zastrzegłam, że nie chcę znów poruszać ważnych tematów. Było ich ciągle mnóstwo, niekończących się, a chciałam poczuć się przez chwilę tak zwyczajnie szczęśliwa, cieszyc się jego bliskością i nie myślec o tym, co trudne. Wsiadłam do samochodu, włączyłam muzykę na full i z uśmiechniętą od ucha do ucha gębą, rozanielona wróciłam do domu.

Bardzo ale to bardzo życzę Ci szczęścia, tak fajnie opisujesz waszą historię, że ze spokojem możesz brac się za pisanie romansideł. Niezależnie jak zakończy się Twój związek można Ci pozazdrościć, ze przeżywasz taka piękną miłość. Pozdrawiam Monika
OdpowiedzUsuńHeh, pisanie romansideł ;) to jak mnie wypieprzą z pracy, opiszę całośc ;p dzięki Monika, to własnie tak u nas wygląda, zawirowań masa ale nie potrafimy z siebie zrezygnowac. Mimo, że czasem bardzo bolało... Tak bardzo bym chciała, by już się zaczęło prostowac :) Pozdrówki
Usuń