poniedziałek, 10 grudnia 2012

Galopnął kolejny dzionek :)


Poranek był ciężki… zimno, ciemno… brrr… w taki dzień to najchętniej nakryłabym się kołdrą po koniuszki włosów i nawet nosa nie wyściubiła dopóki by słonko przez okno nie zajrzało J ale słońce widocznie miało ten sam plan więc musiałam skapitulować… poranna szybka kawa, jeszcze szybsza toaleta i sruuuu to pracy… A tam… jak na poniedziałek przystało – telefony się urywały, ciągle ktoś coś chciał, wszystko najważniejsze i wszystko na teraz. Aż momentami ciężko wyczuć co w danej chwili można potraktować jako mniej ważne i odłożyć. Praca biurowa… urzędowa w dodatku. Tjaaaaa, kawka, ciasteczko, malowanie pazurków. Jak to słyszę to aż mi się nóż w kieszeni otwiera. Ale nie o tym miałam. Bo… po pracy szłam do lekarza od spraw aktualnie dla mnie najważniejszych :D  nieco zrezygnowana, nieco stremowana bo o pani doktor czytałam różne opinie a jakoś nie znałam osobiście żadnej jej pacjentki ale poszłam. I co? Lekarka super babka, ani czasu nie żałowała ani uśmiechu. Zbadała porządnie, przejrzała wyniki badań, porównała jedno z drugim i wypisała receptę na Clostilbegyt J i mam brać już od dziś, a że widziała, że mocno się niecierpliwię powiedziała żebym zadzwoniła w poniedziałek to ona zajrzy czy cokolwiek się ruszyło J najpierw powiedziała, że dopiero w drugim cyklu sprawdzimy czy przyszła owulka ale później zmieniła zdanie J po wyjściu od lekarza już czekał na mnie PŻ, opowiedziałam mu wszystko w drodze do apteki ;) aż się zasapałam z tego przejęcia. Tak bardzo nie chciałam iść do innego lekarza bo po 1. do mojej ginki mam zaufanie, po 2. i tak muszę czekać na diagnostykę… a tu się okazało że może niekoniecznie. Jupi!!! Po powrocie do domu szybko przygotowałam jedzonko bo oboje byliśmy mega głodni – wizyta była godzinę po pracy wiec nawet do domu nie wracaliśmy a mały głód przybierał coraz to większe rozmiary ;) PŻ poszedł z psem na spacer, wrócił,  zjedliśmy, zaległam przed kompkiem i  w końcu mogłam poczytać o przepisanym mi leku. No i drugi strzał z endorfiny mnie trafił J to naprawdę działa! Błagam, niech na mnie też zadziała… ładnie proszę… ja wiem, że nie ma lekko ale już się napróbowałam, natestowałam, a że ze wszystkim mam w życiu jakoś tak pod górkę to może chociaż dzidziuś już nie będzie mnie zwodził ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz