Poranek był ciężki… zimno, ciemno… brrr… w taki dzień to
najchętniej nakryłabym się kołdrą po koniuszki włosów i nawet nosa nie
wyściubiła dopóki by słonko przez okno nie zajrzało J ale słońce widocznie miało
ten sam plan więc musiałam skapitulować… poranna szybka kawa, jeszcze szybsza
toaleta i sruuuu to pracy… A tam… jak na poniedziałek przystało – telefony się
urywały, ciągle ktoś coś chciał, wszystko najważniejsze i wszystko na teraz. Aż
momentami ciężko wyczuć co w danej chwili można potraktować jako mniej ważne i odłożyć.
Praca biurowa… urzędowa w dodatku. Tjaaaaa, kawka, ciasteczko, malowanie
pazurków. Jak to słyszę to aż mi się nóż w kieszeni otwiera. Ale nie o tym
miałam. Bo… po pracy szłam do lekarza od spraw aktualnie dla mnie
najważniejszych :D nieco zrezygnowana,
nieco stremowana bo o pani doktor czytałam różne opinie a jakoś nie znałam
osobiście żadnej jej pacjentki ale poszłam. I co? Lekarka super babka, ani
czasu nie żałowała ani uśmiechu. Zbadała porządnie, przejrzała wyniki badań,
porównała jedno z drugim i wypisała receptę na Clostilbegyt J i mam brać już od
dziś, a że widziała, że mocno się niecierpliwię powiedziała żebym zadzwoniła w
poniedziałek to ona zajrzy czy cokolwiek się ruszyło J najpierw powiedziała, że
dopiero w drugim cyklu sprawdzimy czy przyszła owulka ale później zmieniła
zdanie J
po wyjściu od lekarza już czekał na mnie PŻ, opowiedziałam mu wszystko w drodze
do apteki ;) aż się zasapałam z tego przejęcia. Tak bardzo nie chciałam iść do
innego lekarza bo po 1. do mojej ginki mam zaufanie, po 2. i tak muszę czekać
na diagnostykę… a tu się okazało że może niekoniecznie. Jupi!!! Po powrocie do
domu szybko przygotowałam jedzonko bo oboje byliśmy mega głodni – wizyta była
godzinę po pracy wiec nawet do domu nie wracaliśmy a mały głód przybierał coraz
to większe rozmiary ;) PŻ poszedł z psem na spacer, wrócił, zjedliśmy, zaległam przed kompkiem i w końcu mogłam poczytać o przepisanym mi
leku. No i drugi strzał z endorfiny mnie trafił J
to naprawdę działa! Błagam, niech na mnie też zadziała… ładnie proszę… ja wiem,
że nie ma lekko ale już się napróbowałam, natestowałam, a że ze wszystkim mam w
życiu jakoś tak pod górkę to może chociaż dzidziuś już nie będzie mnie zwodził
;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz