Widziałam go. Raczej spotkaliśmy się. Wygląda jak milion dolarów mhmmm.... wcześniejsze perturbacje, nerwy, szarpanina dużo go kosztowały - schudł, posiwiał, wyraz twarzy nie ten, nawet cera zrobiła mu się inna. A teraz znowu ciasteczko. Zbudowany, męski, pewny siebie, spokojny. Tzn. pewny siebie pewnie na pokaz, bo w nim drzemie kogut. Ale całość komponuje się idealnie. W dodatku rozwiedziony. Zaskoczył mnie bardzo, bo byłam niemal pewna, że jeśli zniknę z horyzontu, on potulnie wróci do żony.
A ja... wychodzę za mąż :) Znowu się nie zgraliśmy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz