piątek, 12 lipca 2013

Ojej!

Szybki post, prosto z pracy. Właśnie był u mnie tata! przywiózł mi obiad, zadzwonił że mam wyjść przed biuro żeby nie musiał wysiadać z samochodu. Ja pierdziele, wyszłam i zaniemówiłam... Rozczuliłam się na maksa!!! Taki biedny siedział w tym aucie, zapięty w gorset ortopedyczny (bez którego nie może się poruszać), z tyłu na siedzeniu kule i orteza... w tym gorsecie jeszcze bardziej widać jaki jest chudy. 
Zrobił obiad i trochę dla mnie (wiedział jak się ucieszę), a trochę dla siebie (diablo ważny powód wyjścia z domu ;-p) zrobił sobie chociaż małą przejażdżkę :) 
Jeszcze nie mogę dojść do siebie, łezka w oku się zakręciła. Nie wiem jak długo jeszcze będzie dane nam cieszyć się sobą, a tyle dni, ba! miesięcy straciliśmy (ale to temat na odrębny post), że teraz dodatkowo rozczulają mnie takie momenty jak ten. Nie chcę już stracić ani jednego dnia, żałować żadnej straconej chwili. 
Tato, dziękuję!

3 komentarze:

  1. Kochany tatko! Trzymajcie się razem, oby dni wspólnych było mnóstwo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też bym się wzruszyła... I tak jak w powyższym komentarzu-żebyście mieli jeszcze dużo wspólnego czasu. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję dziewczyny :)
    PS. Marta - witam serdecznie, pierwszy raz Cię chyba goszczę :) zapraszam do zostania na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń