sobota, 12 kwietnia 2014

Nowa perspektywa

Ależ się u mnie pozmieniało. Biorąc pod uwagę ostatnie dni... rosnę i rosnę i nie pracuję :) w sumie fajnie, zwolnienie płatne 100% ale jakoś się w tym odnaleźc nie umiem. Byc może potrzebuję więcej czasu, więc zanim się przyzwyczaję - dojdzie nowy lokator i związane z nim nowe obowiązki. Nie mogę się go doczekac!
W większej perspektywie...ostatni rok. Albo może trochę dłużej, czas od ostatniej rozmowy z Bumerangiem... rany ale mi się w życiu działo. Ale o tym to raczej całego posta kiedyś wysmaruję, może nawet niedługo, bo tak mnie przemyślenia naszły. W każdym razie wszystko to, co się działo miało duży wpływ na to jaka jestem dziś. Napewno inna. Silniejsza. Co jeszcze? hmm... przypuszczam, że jednak bardziej bezkompromisowa ;) mam nadzieję, że już bym sobie nie dała oczu zamydlic :p a dlaczego znów o nim? ano dlatego, że ostatnio dzwonił do mnie znajomy, zresztą nasz wspólny (choc z przyczyn oczywistych nie wiedział co między nami się dzieje) z pytaniem czy zmieniłam już auto. Odpowiadam, że nie i że aktualnie czekam, bo mam fajną propozycję, która chwilowo się odwleka. A on - czy nie chcę kupic opla astry takiego i takiego, fajny, zadbany a wiesz od kogo? Pytam - od kogo? Od Bumeranga ofkors! Brrrr.... pomylił tylko model bo B. nie jeździł astrą ale aż mnie ciarki przeszły. To naprawdę się nigdy nie skończy???
 
***
Temat nr 1 moich dni - tata. Operacja. Druga. Pierwszą przeszliśmy, własciwie była mała, delikatna i stosunkowo nieinwazyjna. Ale i tak stresowałam się jak jasna cholera.
Teraz czekaliśmy po raz kolejny na szpital. Byliśmy umówieni z lekarzem na przyjęcie 1 kwietnia, pojechaliśmy, czekaliśmy od godz. 7 z minutami - okazało się (o godz. 11), że doktor zapomniał tatę na listę przyjęc wpisac... odesłali nas do domu... przyjechac za tydzień.
Pojechalismy za tydzień, naczekaliśmy się (ale już w piżamie ;)), wiedziałam już, że jest wszystko ok i że zostanie przyjęty, ale wysiedziec nie mogłam bo tyłek mnie masakrycznie już bolał, więc o 15 zawinęłam się do domu. Po 16 dzwonił tata, że miejsce (w sensie łóżko) się zwolniło i już jest na sali ufff.... nie lubię biadolenia, ale w niektórych sytuacjach zgadzam się w całej rozciągłości - trzeba  miec niezłe zdrowie, żeby chorowac :) No i wczoraj odbyła się operacja. Cholernie się tego bałam, zwłaszcza, że operacja tętniaka aorty nie jest prostym zabiegiem i już lekarz określił nam stopień ryzyka...a w dodatku mam osobistą traumę (tata zresztą też) bo dziś, 12 kwietnia, mija piąta rocznica śmierci mamy. Ona zmarła w szpitalu, kiedy lekarze urządzili sobie jajeczko (wtedy to była Wielkanoc) zamiast obiecanej natychmiastowej operacji... Siedziałam wczoraj sama w domu i miejsca sobie znaleźc nie mogłam, po 10 jeszcze rozmawiałam z tatą, ale później cisza... zadzwoniłam ok. 15 do pielęgniarek i dowiedziałam się, że już jest PO, jest w porządku, pacjent stabilny, śpi po narkozie. A za pół godziny zadzwonił tata we własnej osobie :D Jest niesamowity!!!
W dodatku, kiedy rok temu trafił w końcu do szpitala, z sepsą wywołaną gronkowcem złocistym, na skraju życia i śmierci, ważył jakieś 60 kg. Ta choroba momentalnie go zwaliła z nóg. Później kilka miesięcy antybiotykoterapii, pobyt w szpitalu, nerwy, strach itp. A dziś, po niecałym roku od tamtych wydarzeń, tata waży już 88 kg! WOW! szczerze mówiąc, nie znam silniejszego człowieka, nie znam człowieka, który przeżyłby tyle, co on... Mam nadzieję, że już teraz będzie z górki, wiadomo, po operacji teraz musi się oszczędzac ale w końcu stanie na nogi :)
 
***
A ja już w 36 tygodniu :) strasznie się nie mogę doczekac naszego maluszka, na ostatniej wizycie 2 tygodnie temu ważył już prawie 2,5 kg i ma takiego ślicznego dziuba, że chyba zwariuję jak go utulę :) ułożył się już w kierunku wyjścia, więc jest dobrze.
Tylko trzeba jeszcze torbę pakowac, a mnie ostatnio taki marazm złapał, że za nic nie mogłam się zabrac. Ale to chyba przez to czekanie, oczekiwanie, nerwówkę. Teraz kiedy już inne rzeczy sie układają, mogę skupic sie na sobie. I na nim :) tak więc nastał czas pakowania szpitalnej torby! :) właściwie chyba wszystko mam kupione, ba! nawet mam ubranka wyprane, brakuje mi tylko jeszcze dla mnie koszuli do karmienia na zmianę. Dla maluszka mam już nawet witaminy kupione ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz