Okres świąteczno-noworoczny, a w zasadzie cały upływający rok, był dla mnie pełen niespodzianek i pozytywnych zwrotów. Podsumowując nie sposób nie dostrzec mega wielkich plusów, a do nich niewątpliwie należą:
- definitywne zakończenie historii z Bumerangiem :) dużo czasu musiało upłynąc, ale warto było
czekac, by wreszcie zakończyć tę wyniszczającą relację,
czekac, by wreszcie zakończyć tę wyniszczającą relację,
- poukładanie własnych spraw osobistych, wyjaśnienie najważniejszych kwestii między mną a PŻ,
- wreszcie zakończone sukcesem starania o dzidziusia :D,
- no i .... UWAGA, UWAGA! wiadomość z przedostatniej chwili - ZARĘCZYNY!!!
PŻ mi się oświadczył tuż przed świętami, zupełnie dla mnie niespodziewanie :) w najbliższej przyszłości nie planujemy jednak ślubu, zresztą jakoś wcale mi się do niego nie pali, ale nie powiem, symbolika zaręczyn dużo dla mnie znaczy. Nie muszę biec do ołtarza żeby wszystko było jak należy, w ogóle nie lubię presji pt. "należy, wypada, powinno", jeśli weźmiemy ślub to cywilny by w papierach wszystko grało. Zastanowimy się jeszcze czy to będzie jeszcze w tym roku, czy może dopiero gdy młody będzie mógł nam obrączki przyniesć ;) bo biorąc przykład z blogowej, bardziej doświadczonej koleżanki, mam nadzieję, że będziemy mieli własnego, uroczego Sługuska :D
A tak na marginesie... orientujecie się może, jak wygląda sprawa ustalenia ojcostwa w przypadku, gdyby podczas porodu coś się stało matce dziecka? taka schiza mnie dopadła (no, bo u mnie to przeciez nic nie wygląda standardowo ;P), a nie chciałabym przeciez by nasze wyczekiwane maleństwo pałętało się gdzieś wśród obcych ludzi. Na szczęscie ta myśl nie przygniata mnie jakoś okrutnie, ale jeśli miałby byc z tym problem to wolałabym, na wszelki, zabezpieczyć sytuację :)
Do najtrudniejszych momentów mijającego roku napewno należy cała choroba mojego taty, która niestety wciąz trwa... zatem wyścig z czasem jeszcze się nie skonczył. Ciągle jednak wierzę, że zdążymy. Że damy radę! tuż przed świętami był mały kryzys, w sumie poniekąd spowodowany przez samego tatę... bo jak ktoś w tym stanie, stoi przy garach od 5 do 23, to nie można uznac, że się oszczędza. A on akurat powinien. Momentami wstyd mi było, jak myślałam sobie, że jesli mi lub PŻ czegoś się nie chce to po prostu tego nie robimy. A tata nie chciał odpuścic i robił wszystko. I w końcu osłabiony organizm musiał wykrzyczeć, że ma dość. Zrobił to za pomocą niemal 40-stopniowej gorączki i kolejnej infekcji dróg moczowych. I w ten oto sposób tata został zmuszony by odpocząc. Teraz jest ok, antybiotyk zrobił swoje, stan się ustabilizował, więc możemy dalej czekać na termin operacji....
***
Biorąc pod uwagę, że Nowy Rok nadszedł, wypadałoby zwerbalizować jakieś postanowienia :) jako, że nie miałam za bardzo czasu by głębiej się nad nimi zastanowic, narazie przedstawię te, o których pamiętam.
1. Po porodzie, jak dojdę do siebie - będę ćwiczyć. Plan minimum jest 2 razy w tygodniu, w domu, z chodkiem na monitorze :)
2. Schudnę! Pierwszy raz w życiu postanawiam schudnąc, nigdy wcześniej nie byłam na żadnej diecie, ani nie chciałam schudnąc! Zawsze raczej myślałam o tym, ze przydałoby się kilka dodatkowych kg, ale teraz dostałam ich 10 w gratisie i jakoś mój osobisty tyłek przestał mi się podobać.
3. W każdy weekend, o ile maluch już będzie mógł, będziemy spędzać chociaż jeden dzien na jakimś większym spacerze/wyjściu/itp. Koniec siedzenia w domu i marnowania czasu!!!!!!
4. Spisywać wydatki, zwłaszcza te na produkt X (naszą studnię pochłaniającą masę kasy - nazwę zostawię dla siebie) oraz naprawy samochodu.
***
Ponieważ nie zrobiłam tego wcześniej,
chciałabym wszystkim osobom, które tu zaglądają, życzyć:
samych pozytywnych chwil, dobrych ludzi, radości, miłości
i spełnienia, nowych marzeń i pomysłów oraz
wytrwałości w dążeniu do celu. Bo... marzenia się spełniają! :)
chciałabym wszystkim osobom, które tu zaglądają, życzyć:
samych pozytywnych chwil, dobrych ludzi, radości, miłości
i spełnienia, nowych marzeń i pomysłów oraz
wytrwałości w dążeniu do celu. Bo... marzenia się spełniają! :)
Wszystkiego najlepszego na Nowy Rok kochani!!!

Ty już od chudnięciu??? jeszcze masz parę kilo do PRZYBRANIA! :-)
OdpowiedzUsuńżyczę z całego serca, żeby mały Sługusek urósł, ale wiesz, że przed Tobą dobrych parę lat BYCIA SŁUGUSEM... niestety... ;-P
PS. niestety nie wiem jak to jest w przypadku jak coś się stanie matce w czasie porodu, nawet nie wiem gdzie się tego dowiedzieć...