niedziela, 11 sierpnia 2013

Pomieszanie z poplątaniem :)

Jeju! jak mnie tu dawno nie było... A raczej byłam, ale tylko w roli obserwatora, gdzieś z boku, niewidzialnie, jak większośc bywalców tego bloga.
A to dlatego, że dużo się dzieje, ciągle fruwam, załatwiam, a jak mam wolny czas to albo czytam, albo wybywam gdzieś na świeże powietrze :) zeszłotygodniowe upały dały nam nieźle w kośc, nie lubię takich tropikalnych temperatur bo najzwyczajniej w świecie źle się w nich czuje. Dla mnie 22-25 stopni to optymalna temperatura :) Ale żeby całkiem słonko mi nie zbrzydło, zaklinałam sama siebie i z bananem na gębie śpiewałam razem z Gutkiem:

"W słońcu widoki nabierają uroku
Dziewczęta zmysłowe i piękne
Ciepły szmer zakłóca spokój
Rozjaśnia tajemnicze wnętrze
W słońcu twarze pogodniejsze
A w duszy nadziei więcej
Świerszcza świst przeszywa powietrze
Anioły czuwają jeszcze..."

I tak szukałam widoków pełnych uroku, trochę ich rzeczywiście znalazłam, ale największego psikusa jak zwykle zrobił mi własny rozum... ostatnio nie dośc, że ciągle czegoś szukam, zapominam, gubię, nie ogarniam, to jeszcze dwa razy z rzędu Bumerang mi się śnił. I to jak żywy stanął przede mną...nie pamiętam snu, pamiętam tylko wszechogarniające ciepło, te dobre wspomnienia i jego dobrotliwe oczy. Czyli śniło mi się to, co najbardziej chciałabym zapomniec. Teraz te wspomnienia ranią, sieją niepotrzebne wątpliwości, do niczego nie są przydatne. W dodatku niespełnione uczucie boli i ciągle wraca pytanie - czy słusznie postąpiłam? Tęsknie, niestety. Nie umiem ot tak zapomniec kogoś, kto zawojował moje serducho, zmienił moje życie, zmienił swoje życie a kiedy już wszystko wywaliliśmy do góry nogami, mieliśmy się serdecznie dośc. Polegliśmy oboje, nie daliśmy rady przeciwnościom.
W drugim śnie było jeszcze bardziej realnie, były dzieci, była żona. Żona była już była i rzeczywistosc całkiem porządnie poukładana. Do tego stopnia, że choc ostrożny, to całkiem przyzwoity kontakt z żoną miałam....
I w związku z nim kolejny tekst, który mi ostatnio towarzyszy na każdym kroku --> o tutaj :)
 
Poza tym... 26.08 PŻ idzie do szpitala.
                   Przesunął nam się urlop (na później).
                   U taty całkiem spoko :)
                   Od nowego roku, po 10 latach pracy, dostanę umowę na czas określony (!).
                   Możliwe, że jeśli zajdę w ciążę, nie będę miała dokąd wrócic.
                   W dupie to mam!
                   Nadal nie palimy :) już ponad 3 miesiące :)
                   Pieniędzy mamy jeszcze mniej niż jako palacze (WTF!? gdzie nasze 500 zł???)
                   Do lekarza idziemy dopiero w styczniu.
                   Czytam już 3 z rzędu książkę Katarzyny Michalak. Polecam!
                             
Tęsknię do jesieni. Sama tego nie rozumiem, ale prawdopodobnie chodzi mi o to, że jesienią i zimą życie jakby zwalnia... staje się spokojniejsze. I chyba tego mi trzeba ;)
                 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz