środa, 20 lutego 2013

Nieodporny rozum

Pisać, pisać, pisać… jeju, mam taki natłok myśli, że nie wiem ani od czego zacząć, ani jak to sensownie poukładać.
Wczoraj miałam mega doła, nie wiedziałam co z dupą zrobić, łaziłam z kąta w kąt, a myśli znowu nieokiełznane w wiadomym kierunku podążały. Wystarczyło jedno zdanie. Jego jedno zdanie: „dopóki oddycham, mam nadzieję i Ty o tym wiesz”. Kur#@, jak grom spadła na mnie myśl, że wszystko co robię tak naprawdę nie ma sensu. Nie ma żadnego sensu moje decydowanie, układanie i wiara. Bo on i tak w dowolnej chwili może rozpieprzyc wszystko w drobny mak. Dał mi do zrozumienia, że to się jeszcze nie skończyło. Że wierzy i czeka…. Kiedyś, jak już wcześniej próbowaliśmy to zakończyć, czułam mocno w sobie, że to nie jest koniec. Że spotkamy się kiedyś, być może za ileś tam lat, kiedy okoliczności będą inne niż teraz, i wówczas nastanie nasza szczęśliwa epoka. Nie wyobrażałam sobie, że może być inaczej. Teraz cieszyłam się, że się skończyło, bo najzwyczajniej w świecie nie miałam już siły na tą szarpaninę. I tak za długo trwała. Jeszcze moment a nerwy rozniosłyby mnie na kawałki. Odetchnęłam. Na niecałe dwa miesiące. Bo oto przeczytałam to cholerne zdanie, a wraz z nim przylazły wszystkie upierdliwe myśli i wspomnienia. Migają mi takie flashbacki – jego spojrzenie, brzmienie jego głosu, gdy mówi do mnie po swojemu „Misiaku”, jak mnie opierdala (bo i takich nie brakowało ;p), i jeszcze nieszczęsne „bo rybkę to się kupuje u rybaka, mała. I po taką będę wstawał raniutko, żeby Ci na obiad zrobić”. Poza tym wciąż łazi za mną jego zapach i to uczucie, kiedy był blisko. Zastanawiam się czemu uwypuklają się tylko te dobre strony? Czemu do jasnej cholery znikają momenty niefajne, przykre, trudne do zniesienia????Jestem zupełnie bezbronna wobec jego osoby, nie potrafię się uodpornić i przejść nad tym do porządku dziennego. I jeszcze jak pomyślę, że on czuje to samo. Ja pierd#@%@#!!!! Teraz tylko czekać, aż nie wytrzyma i napisze do mnie, już bezpośrednio. Bo to zdanie przeczytałam w jego opisie… Spowodował, że znów czuję, że tracę coś mega ważnego. Pociągnął masę przemyśleń dotyczących życia w ogóle, jakiś bilansów, które w tej sytuacji (+ wstrętne hormony, które muszę łykać) zajebiście rozchwiały spokój mojego umysłu. Posypało się jak domek z kart. Momentami czuję, że albo będziemy razem albo nigdy o nim nie zapomnę, że wdepnęłam w coś, czego nie sposób skończyć. Nie, nie obwiniam tylko jego. Sądzę, że jemu też byłoby  łatwiej gdyby potrafił o wszystkim zapomnieć. Nie potrafi, jak ja. I mota się, a takie zapalne zdania są po prostu wyrazem chwili słabości stęsknionego rozumu. Dużo bym dała by móc zresetowac swój osobisty dysk twardy i żyć dalej, już bez tych wspomnień. Marzę o wewnętrznym spokoju, stabilizacji i ciepłym, szczęśliwym domu.
Dobra, najważniejsze wywaliłam J teraz trochę lżej J Czekam. Ten tydzień i w sumie poprzedni też, mijają mi pod kątem czekania. A więc czekam na:
1.       KONCERT !!!!! (to już w sobotę!!!!!! :D )
2.       Telefon od kolegi, z którym nie miałam kontaktu od kilku lat, a kiedyś byliśmy blisko
3.       Badania + wizyta u ginka
4.       Początek rundy wiosennej Ekstraklasy J 1 marca gramy mecz u siebie. Idę, idę! I zabieram kuzyna z dziewczyną, którzy przyjeżdżają na weekend specjalnie z tej okazji J
5.       Trzynastkę i ściśle z nią związany szopping ;)
6.       Hot wieczór spędzony na grze z PŻ w „Rozkoszną Wojnę” ;)
Aaaaa no i jeszcze jedno J koleżanki z pracy stale mnie zaskakują. A więc… jedna z nich, z rodzaju tych grzecznych żon i matek, piastunek domowego ogniska i przodownic pracy, zapragnęła spróbować ziółka :D normalnie nie uwierzę, dopóki nie zobaczę. Wymyśliła, że zrobimy sobie babską imprezkę (a zwykle są to bardzo ciekawe momenty), na której skosztuje nieznanego lądu J w dodatku, gdy spytałam:
- a mówiłaś już o tym męzowi?
odparła:
- Przeciez nie musi o wszystkim wiedziec :)

 Świat na głowie stanął, przysięgam!

4 komentarze:

  1. Współczuję Ci bardzo, to wszystko co mogę napisać,
    Ty sama wiesz co jest dla ciebie najlepsze.
    Można tylko pozazdrościć, tak pięknej historii.
    Ale czy byłabyś gotowa zostawić dla niego wszystko? i czy On jest tego wart?
    Pozdrawiam Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Monika za Twoje słowa. Zadałaś naprawdę trudne i trafne pytania. Mogę powiedzieć tylko tyle, że gdybym znała odpowiedź na to drugie, to odpowiedź na pierwsze pytanie nasunęłaby się sama. Na dzień dzisiejszy wybrałam chyba najlepsze wyjście, co będzie dalej - zobaczymy. Chyba najzdrowiej dla niego i dla mnie byłoby zapomnieć. Ehh... gdyby to było takie proste... Pozdrawiam cieplutko

      Usuń
  2. Powiem Ci, że przeczytałam Twojego bloga z wypiekami na twarzy. Te opisy wspomnień.... czytało się tak, że ciarki przebiegają człowiekowi po plecach i czuje, jakby tam z Wami był...
    A jeśli chodzi o to, co o tym wszystkim myślę... Matko, nie potrafię nic sensownego napisać. Nie zazdroszczę. Wiem, co znaczy taka namiętność, trochę bardziej sercem się kierująca, taka "intensywność" z jakąś osobą...
    Ale u mnie zaprowadziła donikąd. I była dla mnie bardzo wyniszczająca psychicznie. I po wielu latach (jakiś 7) cieszę się, że się skończyła.
    A ja znalazłam Tygrysa, przy którym czuję się najszczęśliwsza na świecie ( i to bez wyniszczenia psychicznego) oraz BEZPIECZNA.
    Sama będziesz wiedziała, co dla Ciebie najlepsze. Jeśli już wybrałaś, to - tak żeby nie zwariować - powinnaś się od tego drugiego zupełnie odciąć. Zupełnie. Bo inaczej zawsze będziesz się miotać.
    A skoro też pragniesz być w ciąży to oczywiście trzymam mocno kciuki! :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow Jula! To teraz wypadałoby Cię ładnie, oficjalnie przywitać :) a więc… witam serdecznie w moich skromnych progach :D kurcze, strasznie mi miło, że pokusiłaś się o przeczytanie całości, mam nadzieję, że zostaniesz :) bo niby piszemy dla siebie, ale jakoś tak miło wiedzieć, że jest gdzieś ktoś, kto zajrzy i zagada… przynajmniej ja tak mam ;) a może to właśnie urok blogosfery :)
      Napisałaś o wyniszczającej sile… myślę, że dobrze ją poznałam… ten czas, choć piękny, był również psychicznie tak dobijający, że głowa boli. Jeszcze teraz przychodzą różne myśli, które spokoju nie dają… przeplatają się z gorącymi wspomnieniami, ciepłymi i pełnymi wiary w romantyczną miłość. Podjęłam decyzję, bo dłużej już nie byłam w stanie tego unieść, zatem jak widzisz, jest PŻ i staram się zapomnieć o wszystkim, co bolesne. Aż się boję o tym pisać wprost, bo czuję, że to szczęście jest jeszcze takie cholernie kruche ale mam nadzieję, że uda się nam stworzyć szczęśliwą i pełną ;p rodzinkę :)
      A do wspomnień pewnie będę wracać, pisałam o dobrych, o złych kiedyś też napiszę. Może kiedy tęsknienie mi się włączy, to w celu obrzydzenia sobie wspomnień?
      Pozdrawiam cieplutko!!!!

      Usuń