Pisać, pisać, pisać… jeju, mam taki
natłok myśli, że nie wiem ani od czego zacząć, ani jak to sensownie poukładać.
Wczoraj miałam mega doła, nie wiedziałam
co z dupą zrobić, łaziłam z kąta w kąt, a myśli znowu nieokiełznane w wiadomym
kierunku podążały. Wystarczyło jedno zdanie. Jego jedno zdanie: „dopóki
oddycham, mam nadzieję i Ty o tym wiesz”. Kur#@, jak grom spadła na mnie myśl,
że wszystko co robię tak naprawdę nie ma sensu. Nie ma żadnego sensu moje
decydowanie, układanie i wiara. Bo on i tak w dowolnej chwili może rozpieprzyc
wszystko w drobny mak. Dał mi do zrozumienia, że to się jeszcze nie skończyło.
Że wierzy i czeka…. Kiedyś, jak już wcześniej próbowaliśmy to zakończyć, czułam
mocno w sobie, że to nie jest koniec. Że spotkamy się kiedyś, być może za ileś
tam lat, kiedy okoliczności będą inne niż teraz, i wówczas nastanie nasza
szczęśliwa epoka. Nie wyobrażałam sobie, że może być inaczej. Teraz cieszyłam
się, że się skończyło, bo najzwyczajniej w świecie nie miałam już siły na tą
szarpaninę. I tak za długo trwała. Jeszcze moment a nerwy rozniosłyby mnie na
kawałki. Odetchnęłam. Na niecałe dwa miesiące. Bo oto przeczytałam to cholerne
zdanie, a wraz z nim przylazły wszystkie upierdliwe myśli i wspomnienia. Migają
mi takie flashbacki – jego spojrzenie, brzmienie jego głosu, gdy mówi do mnie
po swojemu „Misiaku”, jak mnie opierdala (bo i takich nie brakowało ;p), i
jeszcze nieszczęsne „bo rybkę to się kupuje u rybaka, mała. I po taką będę
wstawał raniutko, żeby Ci na obiad zrobić”. Poza tym wciąż łazi za mną jego
zapach i to uczucie, kiedy był blisko. Zastanawiam się czemu uwypuklają się
tylko te dobre strony? Czemu do jasnej cholery znikają momenty niefajne,
przykre, trudne do zniesienia????Jestem zupełnie bezbronna wobec jego osoby,
nie potrafię się uodpornić i przejść nad tym do porządku dziennego. I jeszcze
jak pomyślę, że on czuje to samo. Ja pierd#@%@#!!!! Teraz tylko czekać, aż nie
wytrzyma i napisze do mnie, już bezpośrednio. Bo to zdanie przeczytałam w jego
opisie… Spowodował, że znów czuję, że tracę coś mega ważnego. Pociągnął masę
przemyśleń dotyczących życia w ogóle, jakiś bilansów, które w tej sytuacji (+
wstrętne hormony, które muszę łykać) zajebiście rozchwiały spokój mojego umysłu. Posypało
się jak domek z kart. Momentami czuję, że albo będziemy razem albo nigdy o nim
nie zapomnę, że wdepnęłam w coś, czego nie sposób skończyć. Nie, nie obwiniam
tylko jego. Sądzę, że jemu też byłoby łatwiej gdyby potrafił o wszystkim zapomnieć.
Nie potrafi, jak ja. I mota się, a takie zapalne zdania są po prostu wyrazem
chwili słabości stęsknionego rozumu. Dużo bym dała by móc zresetowac swój
osobisty dysk twardy i żyć dalej, już bez tych wspomnień. Marzę o wewnętrznym
spokoju, stabilizacji i ciepłym, szczęśliwym domu.
Dobra, najważniejsze wywaliłam J teraz trochę lżej J Czekam. Ten tydzień i
w sumie poprzedni też, mijają mi pod kątem czekania. A więc czekam na:
1.
KONCERT !!!!! (to już w sobotę!!!!!! :D )
2. Telefon
od kolegi, z którym nie miałam kontaktu od kilku lat, a kiedyś byliśmy blisko
3. Badania
+ wizyta u ginka
4. Początek
rundy wiosennej Ekstraklasy J
1 marca gramy mecz u siebie. Idę, idę! I zabieram kuzyna z dziewczyną, którzy przyjeżdżają
na weekend specjalnie z tej okazji J
5. Trzynastkę
i ściśle z nią związany szopping ;)
6.
Hot wieczór spędzony na grze z PŻ w „Rozkoszną
Wojnę” ;)
Aaaaa no i jeszcze jedno J koleżanki z pracy
stale mnie zaskakują. A więc… jedna z nich, z rodzaju tych grzecznych żon i
matek, piastunek domowego ogniska i przodownic pracy, zapragnęła spróbować
ziółka :D normalnie nie uwierzę, dopóki nie zobaczę. Wymyśliła, że zrobimy
sobie babską imprezkę (a zwykle są to bardzo ciekawe momenty), na której
skosztuje nieznanego lądu J
w dodatku, gdy spytałam:
- a mówiłaś już o tym męzowi?
odparła:
- Przeciez nie musi o wszystkim wiedziec :)
Świat na głowie stanął, przysięgam!
odparła:
- Przeciez nie musi o wszystkim wiedziec :)
Świat na głowie stanął, przysięgam!

Współczuję Ci bardzo, to wszystko co mogę napisać,
OdpowiedzUsuńTy sama wiesz co jest dla ciebie najlepsze.
Można tylko pozazdrościć, tak pięknej historii.
Ale czy byłabyś gotowa zostawić dla niego wszystko? i czy On jest tego wart?
Pozdrawiam Monika
Dziękuję Monika za Twoje słowa. Zadałaś naprawdę trudne i trafne pytania. Mogę powiedzieć tylko tyle, że gdybym znała odpowiedź na to drugie, to odpowiedź na pierwsze pytanie nasunęłaby się sama. Na dzień dzisiejszy wybrałam chyba najlepsze wyjście, co będzie dalej - zobaczymy. Chyba najzdrowiej dla niego i dla mnie byłoby zapomnieć. Ehh... gdyby to było takie proste... Pozdrawiam cieplutko
UsuńPowiem Ci, że przeczytałam Twojego bloga z wypiekami na twarzy. Te opisy wspomnień.... czytało się tak, że ciarki przebiegają człowiekowi po plecach i czuje, jakby tam z Wami był...
OdpowiedzUsuńA jeśli chodzi o to, co o tym wszystkim myślę... Matko, nie potrafię nic sensownego napisać. Nie zazdroszczę. Wiem, co znaczy taka namiętność, trochę bardziej sercem się kierująca, taka "intensywność" z jakąś osobą...
Ale u mnie zaprowadziła donikąd. I była dla mnie bardzo wyniszczająca psychicznie. I po wielu latach (jakiś 7) cieszę się, że się skończyła.
A ja znalazłam Tygrysa, przy którym czuję się najszczęśliwsza na świecie ( i to bez wyniszczenia psychicznego) oraz BEZPIECZNA.
Sama będziesz wiedziała, co dla Ciebie najlepsze. Jeśli już wybrałaś, to - tak żeby nie zwariować - powinnaś się od tego drugiego zupełnie odciąć. Zupełnie. Bo inaczej zawsze będziesz się miotać.
A skoro też pragniesz być w ciąży to oczywiście trzymam mocno kciuki! :-)))
Wow Jula! To teraz wypadałoby Cię ładnie, oficjalnie przywitać :) a więc… witam serdecznie w moich skromnych progach :D kurcze, strasznie mi miło, że pokusiłaś się o przeczytanie całości, mam nadzieję, że zostaniesz :) bo niby piszemy dla siebie, ale jakoś tak miło wiedzieć, że jest gdzieś ktoś, kto zajrzy i zagada… przynajmniej ja tak mam ;) a może to właśnie urok blogosfery :)
UsuńNapisałaś o wyniszczającej sile… myślę, że dobrze ją poznałam… ten czas, choć piękny, był również psychicznie tak dobijający, że głowa boli. Jeszcze teraz przychodzą różne myśli, które spokoju nie dają… przeplatają się z gorącymi wspomnieniami, ciepłymi i pełnymi wiary w romantyczną miłość. Podjęłam decyzję, bo dłużej już nie byłam w stanie tego unieść, zatem jak widzisz, jest PŻ i staram się zapomnieć o wszystkim, co bolesne. Aż się boję o tym pisać wprost, bo czuję, że to szczęście jest jeszcze takie cholernie kruche ale mam nadzieję, że uda się nam stworzyć szczęśliwą i pełną ;p rodzinkę :)
A do wspomnień pewnie będę wracać, pisałam o dobrych, o złych kiedyś też napiszę. Może kiedy tęsknienie mi się włączy, to w celu obrzydzenia sobie wspomnień?
Pozdrawiam cieplutko!!!!